"Ciepły Lód"
- Matylda Wilkowska

- 22 maj 2020
- 4 minut(y) czytania
Zaczynając od początku... Witam Was w kolejnym poście! Dziś przedstawię Wam moje opowiadanie pod tytułem (jak już mogliście się domyślić) "Ciepły Lód". Nie ma co przedłużać - zapraszam do czytania!
Oparłam się wygodnie o podnóżek kanapy grzejąc sobie nogi ciepłem z kominka. Nie chciałam się stąd ruszać, bo tylko przy naszej kozie była znośna do życia temperatura. Jednak rodzice prosili mnie, żebym poszła jeszcze do sklepu po parę rzeczy, a sami pojechali na koncert. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym. No bo kto chciałby ruszać się z domu, kiedy termometry pokazują poniżej zera stopni?! W końcu, z cichym westchnieniem zeszłam z kanapy, gdy nagle coś przykuło mój wzrok. W kominku zobaczyłam zbliżające się światełko – ewidentnie blask pochodni. Zaczęłam się zastanawiać skąd się mogła ona mogła się tam wziąć, skoro jeszcze przed chwilą jej nie było. Moje rozmyślania przerwał, dziwny łomot od wewnętrznej strony drzwiczek kominka. Zaintrygowana otworzyłam je, i od razu, zupełnie w tej samej chwili, wypłynęła z niego dziwna zjawa. Miała ona łagodną, dobroduszną twarz, a w ręku trzymałam tą samą pochodnię, którą zobaczyłam w kominku. Lewitowała w powietrzu. Wydawała się być nienamacalna. Nie zwracając nawet na mnie uwagi wpłynęła na drogę mleczną – nasze schody.Ja szybko pobiegłam za nią. Biegłam i biegłam, jakby to trwało wieczność, a przecież mamy tylko szesnaście stopni! Kiedy byłam już na górze, duch łaskawie odwrócił się do mnie.
- Dzień dobry. - powiedziała jak gdyby nigdy nic. - Mmm... Dzień dobry – odrzekłam dość nieśmiało. - Jak się pani nazywa i nie chcę być niegrzeczna, ale jaki jest powód pani wizyty? - Zwą mnie Ciepło. Muszę, jeśli oczywiście na to pozwolicie, zabrać wam kołdry i koce. - oznajmiła spokojnie i zwięźle - Eeee... - Byłam zbita z tropu – W sumie niech pani bierze co chce. Jak to mówią „Czym chata bogata”. - i od razu zabrałam się do szukania wszystkich kołder i koców jakie mamy w domu. Tajemnicza pani poprosiła jeszcze o jak największy garnek jaki mamy w domu, a kiedy jej go dałam, wrzuciła do niego wszystkie te pościele i zamieszała. Kiedy ujrzałam skutki tego dziwacznego zabiegu zaczęłam przecierać oczy ze zdumienia. Zamiast koców i pierzyn był tam dziwny płyn. Nieznajoma wylała go na pochodnię i oto stała się kolejna rzecz tak dziwna, że się to w głowie nie mieści – kij rozpalił się jeszcze mocniej. Nie posiadałam się ze zdumienia. - Przepraszam bardzo, ale po co był ten zabieg? - zapytałam nie mogąc już dłużej być w niewiedzy. - Nie mogę dopuścić, by pochodnia zgasła, ponieważ wtedy na świecie panowałaby tylko Mróz – moja siostra. - wyjaśniła - Nie byłoby wtedy ciepła. Kołdry i koce zaś są jednym z jego źródeł. Świat chciał, żeby poddane takiemu procesowi, którego ja się podjęłam, zmieniły się w podpałkę. Powinnaś jeszcze wiedzieć, że moja siostra chce mieć cały ten świat dla siebie. Każda kołdra jest teraz ważna.
- No dobrze. Ale jakie są te inne źródła? - zaciekawiłam się. - Nikt nie wie dokładnie, ale jest pewna legenda na ten temat. - Opowiesz mi ją? - Zapytałam błagalnym tonem. - Nie pamiętam jej dobrze, ale opiera się na tym, że w jakiejś najstarszej bibliotece na świecie, pod numerem jedenaście jest cała wiedza starożytnych mmm... Egipcjan bodajże o źródłach ciepła i zimna. Psychicznych i fizycznych oczywiście.
- Co?! Ale jak my mamy to niby sprawdzić?! Ta legenda może być kluczem do wygrania walki z Mrozem, a przecież ta biblioteka na pewno nie jest w Polsce, a zresztą nawet gdyby była to i tak nie znalazłybyśmy tej jedenastej książki spośród miliona! Poza tym musimy się spieszyć, bo mróz też może chcieć ją zdobyć! - byłam zrozpaczona. - Wiem, że mowa o Bibliotece Aleksandryjskiej. Jest ona w Egipcie. Znam też sposób jak się tam szybko znaleźć. Potrzebuję jeszcze tylko pochodni. Tylko gdzie ona jest? Gdzie ona jest?! - jej krzyk rozdzierał mi głowę. Niewiele myśląc wybiegłam z domu, a za mną Ciepło. Biegłam, i biegłam, i biegłam, a kiedy obejrzałam się za siebie zobaczyłam inną postać – surową i wyniosłą.
- Mróz – pomyślałam i zaczęłam biec jeszcze szybciej. Nie wiem ile godzin, dni, lat spędziłam w ciągłym biegu. Jednak wreszcie zatrzymałam się... przed wrotami upragnionej, ukochanej biblioteki. Dobiegł mnie ostry triumfujący śmiech. Wbiegłam do budynku i zobaczyłam tam Mróz. Niewiele myśląc wyszarpnęłam jej książkę z rąk i szybko przekartkowałam. W rozdziale „źródła ciepła psychicznego” zobaczyłam pod wielkim numerem jeden, napis wesoły śmiech. Chyba właśnie to zrobiłam. Nie pamiętam dobrze, ale za to widzę wyraźnie to, co stało się potem – Mróz znknęła Nagle usłyszałam głos mamy: - No obudź się wreszcie! - oprzytomniałam. Powitał mnie dźwięk kapania wody z topniejących sopli. Zaczęłam się zastanawiać, co było snem, a co jawą.
A więc - byłoby to na tyle. Zaraz, zaraz... Jeszcze nie! Chciałabym Wam również powiedzieć, że to opowiadanie pisałam dosyć dawno i pomyślałam, że może warto by je trochę odświeżyć... Wy też piszcie, czy Wam się podobało i, czy chcecie więcej moich opowiadań, bo mam ich jeszcze trochę w zanadrzu! A więc - to już jest koniec (ale POD ŻADNYM POZOREM "nie ma już nic!").
Do napisania!







Komentarze